Patrzę na tych wszystkich
ludzi, patrzę na ich czerwone od mrozu, schowane głęboko w szalikach
twarze i co widzę? – Biedę. Coraz bardziej przygnębiającą
wszechogarniającą biedę. I to nie tylko materialną, a przede wszystkim
emocjonalną.
Nie chcę patrzeć w ich oczy, nie chcę widzieć jak ogarnia ich coraz to
większy smutek. To widać na każdym kroku. Na ulicy roi się od smutnych
ludzi. Z resztą, przejrzałam dziś parę blogów, ot tak, z ciekawości, z
nudów. W co drugim blogu widziałam dokładnie to samo – smutek,
melancholię, brak poczucia własnej wartości.Załamać się można, jacy
Polacy są niedowartościowani, jacy pesymistyczni. Dlatego nic nam nie
wychodzi. Bo my zawsze z góry zakładamy że nic nam się nie uda, że
nawet nie warto próbować. A jeśli znajdzie się jeden na milion odważny
człowieczyna poczciwy, który spróbuje polepszyć swój żywot marny -
biada mu jeśli nie wyjdzie- depresja murowana. Nie wpadnie na to, żeby
spróbować jeszcze raz, inną drogą. Załamuję się i kurwa koniec. Do
stwarzania problemów nieistniejących też jesteśmy po prostu jak ulał.
Problemy + Polak = Wielka Miłość
Trzeba przyznać, że choć z wyglądu raczej nie przypominam typowej Polki, to myśleniem niestety bardzo ją przypominam.
Wiem, że mam coś ważnego do zrobienia, no i trzebaby ruszyć w końcu
ciężką dupę, ale nie. Poczekam na ostatnią chwilę, a potem będę się
załamywać jak to ja mam dużo na głowie. Kurwa co za życie mnie
spotkało. Jaka jestem biedna bo muszę zapierdalać dwa razy szybciej bo
wcześniej mi się nie chciało.
Oczywiście, jeśli coś mi nie wyjdzie to jestem beznadziejną, brzydką, głupią pipą bez szkoły.
Zamiast myśleć pozytywnie, jebać przeciwności losu w dupę i pchać do
przodu najmocniej jak się da, to niestety, my Polacy wolimy raczej być
jebani przez losu przeciwności.
Taka nasza kurwa uroda.
Amen.