obsesya blog

Twój nowy blog

Wpisy w kategorii: Bez kategorii

0

Właściwie to nie wiem czy potrafię ubrać w słowa to co kłębi się w mojej głowie. Słowa. Tak wiele ludzi przypisuję im wielkie znaczenie. Jedyne jakie przychodzą mi na myśl to tęsknota i samotność. Jak zazwyczaj zresztą, kiedy mam chwilę dla siebie, zastanawiam się, czego tak naprawdę  chcę i oczekuję od siebie, swojego życia. Jednym razem pragnienie swobody ruchów i możliwość decydowania o sobie w pojedynkę aż zgrzyta mi piachem w zębach, innym razem oczy moje krzycząc poszukują ratunku, ciepła, świadomości, że nie jestem sama, że kogoś jednak obchodzi mój nędzny człowieczy los. Zastanawiam się, czy w swojej pokrętnej logice jestem sama na tym świecie, czy to zupełnie normalne być tak rozdartym wewnętrznie. Nie rozróżniam już chyba zwykłych kaprysów od rzeczywistych pragnień.

Zimne suki.

0

Kobiety, które omamiają, wykorzystują i zostawiają. Bez żadnych skrupułów, manipulujące Twoimi uczuciami.

Moi drodzy Panowie, otóż sami je stworzyliście, można by powiedzieć, uczyłyśmy się od was tego wyrachowania.  Tej zimnej kalkulacji zysków i strat.

Bo kobieta sama z siebie nie jest zła. Instynkt matczyny na to nie pozwala. W każdym facecie widzi małego chłopca, którym się trzeba zaopiekować i otoczyć go miłością. Ale raz i drugi trafi na skurwysyna, dla którego liczy się nie to, co ma w środku, to co czuję, tylko to jak wygląda i jak bardzo jest naiwna. W końcu kobieta doznaję olśnienia. Że nie trzeba się starać, że nie warto dawać z siebie wszystkiego, bo to nie wraca. Bo nie ma sensu troszczyć się o kogoś, nie warto kochać,bo liczy się tylko seks i zabawa. Bo tak jest łatwiej.Idzie  do fryzjera, obcina włosy na krótko, robi mocny makijaż i zaczyna szbciej żyć. Z dnia na dzień. I nie ogląda się już za siebie. Nie patrzy na to, czy kogoś rani, drażni ją okazywanie uczuć i litość. Kobieta staję się zimną suką, która dba jedynie o własny interes i nie obchodzi ją to, że wczoraj wyszła w ciemną noc nie mówiąc nawet do widzenia. Nie patrzy co chwla na telefon,bo może oddzwoni, nie spędza samotnych nocy myśląc co on teraz może robić, bo ma to głęboko w dupie. Właściwie zimna suka wszystko ma w dupie. Bo jest atrakcyjna i nie można jej zranić. Woli ranić sama, niż być raniona. Czasem płaczę w nocy po pijaku, oglądając czyjeś bezimienne plecy, ale to mija. Z dnia na dzień Zimna Suka obtacza się w coraz to grubszą skorupę martwicy. Właściwie sama staję się taką bezosobową skorupą. I ja nie widzę w tym nic złego. Ale do czasu. Do czasu, kiedy spotka kogoś, kto nie jest skurwysynem, chcę jej dać to czego nigdy od żadnego nie dostała. ALe wtedy jest za późno, bo Zimna Suka jest już na tyle zimna, że odrzuci każdy gest, który mógłby być czymś więcej niż zwykłą fizyczną satysfakcją.

0

Czy zdarzyło Ci się kiedyś, że nie mogłeś zapłakać? Czy czułeś kiedyś jak ból odrętwiał Twoje ciało jakby był jedną  wielką martwicą mózgu, nie dającą spać ani jeść?  Ale łzy nie nadchodziły. Ciężar duszy nie pozwalał Ci oddychać, a Ty nie potrafiłeś temu przeciwdziałać.

A czy zdarzyło Ci się, że gdy już udało Ci się zapłakać, nie mogłeś powstrzymać radości, że jednak zapłakałeś?  Czy czułeś wtedy ulgę, bo utwierdziłeś się w nadwątlonym przekonaniu, że jeszcze należysz do żywych i jesteś człowiekiem?
Czy nie zastanawiałeś się kiedyś, jak taka banalna czynność jak płacz, jest w stanie zmienić Twoje życie?
Ten, kto nie potrafi płakać, już nie odczuwa. Ani bólu ani radości, tej prawdziwej radości, nie tej udawanej. Ten kto nie potrafi zapłakać, nie potrafi też kochać. Bo miłość to radość i łzy, które jeśli są miłością, nigdy nie są udawane. Tłumione łzy nigdy nie są radością, zwłaszcza gdy nie są łzami szczęścia. Bo nawet gdy nie są to jeśli potrafisz zapłakać, przynoszą ulgę. I w końcu zasypiasz. Po nocach wpatrywanych się w sufit, albo w czyjeś plecy.

Ten, kto nie potrafi zapłakać, jest bardzo nieszczęśliwym człowiekiem.

0

Codziennie o nim myślę. Każdego pieprzonego dnia. To nie są ani długie ani intensywne myśli . Ale kiedy o nim myślę, odczuwam straszny ból. Tego bólu nie potrafię niczym określić. Po prostu czuję jakby zaraz miało mi wystrzelić serce. To już prawie pół roku. Najpierw był gniew i nienawiść. Potem zrezygnowanie i pogodzenie się z losem. Potem przyszła ekscytacja nową osobą. A teraz powraca ten straszny stan.  To co czujesz pare dni po rozstaniu z kimś kogo bardzo mocno kochasz. Uczucie pustki i bezsensu Twojego życia. Myślałam, że mam to już za sobą. Miałam. Wszystko było świetnie. Co się stało?? Nie jestem zdolna do tego żeby kochać tego z kim teraz jestem. Nie potrafię się dla niego wysilać, robić wszystkiego co w mojej mocy, żeby chciał ze mną być. Mam totalną znieczulicę. Mechanicznie wykonuję to co powinnam. A właściwie to co weekend wykonując te same ruchy w łóżku, zbudzona w środku nocy, udając że to miłość, bo ktoś łaskawie odwozi mnie do domu codziennie z pracy i raz na jakiś czas pocałuję mnie w szyję.  Zaciskam powieki i pieprzę się z kimś kogo tak naprawdę nie znam. I nigdy nie chciałam poznać. Chciałam sobie wmówić, że tak będzie lepiej. Jeśli pokocham kogoś szybko będzie mi łatwiej szybko zapomnieć. Ale to jest nierealne. Nie da się pokochać kogoś na siłę. Możesz sobie bardzo mocno wmówić, że jest Ci dobrze. Że masz to co chciałaś. Że ten ktoś Cię zaspokaja i że widzisz przyszłość w różowych kolorach. Ale prędzej czy później dopadnie Cię to. Że to totalna bzdura. Tylko że wtedy będzie już za późno. Będziesz zbyt uwikłany w to co już się dzieje teraz.  I będzie Ci kurewsko trudno. Nie możesz się cofnąć, coś Ci mówi że nie możesz zostać, a jednak nie możesz iść.

To wogóle nie ma sensu. Minęło prawie pół roku. A ja czuję się dziś jakby ktoś wsadził mi szpilkę w serce i w głowę.

Idealna kobieta.

1

Każdego pieprzonego wieczoru obiecuję sobie, że pójdę spać :

A) Bez alkoholu

B)  Bez narkotyków

C) Wcześniej niż następnego dnia o 5 rano

Każdy na pewno zna to uczucie wzbierającej pustki, kiedy tak naprawdę chcesz być sam, a jednak wciąż podświadomie czekasz, aż ktoś „niespodziewanie”  wyrwie Cię z  marazmu, kłębów dymu i oglądania durnych amerykańskich seriali, które utwierdzają Cię w przekonaniu, że jeśli nie masz idealnego zgryzu i nie jeździsz przynajmniej lexusem, to możesz już owijać się w prześcieradło i turlać do najbliższego cmentarza. Dobrze wiesz, że Twój pijański karnawał musi w końcu dobiec końca. Obowiązki przywalane stertą popiołu na biurku, muszą zostać wykonane, inaczej nic się nie zmieni.

Jeśli Twój telefon nie dzwoni, zajmij się czymś ( i nie mówię tu o sprawdzaniu czy działą co kwadrans, ani o wyjmowaniu i wkładaniu baterii, bo już nie jesteś pewna czy wszystko _ działa). Jeśli spędzisz swoje życie na chodzeniu oczami po ścianach, albo po twarzach żywych lalek w seksie w wielkim mieście, to skończysz jak ja – pijąc wódkę i paląc papierosy w łóżku.

Brutalne ale prawdziwe jest, jak wiele kobiet nie potrafi przyznać, że czują się po prostu samotne. Że nie są tak silne jakimi siebie kreują. I chociaż nie mówią tego, to jednak potrzebują tego cholernego kocham Cię 15 tysięcy razy dziennie. I tego, żebyś przyniósł jej te cholerne kwiaty na które mas uczulenie, te same, które potem stoją w wazonie przez pół roku, w niewymownej aluzji, że może przydałoby się odświeżyć coś w tej kompozycji. i tych waszych głupich słodkich słówek typu stokrotko, księżniczko, kwiatuszku, od których można się porzygać. Ale ja tego wszystkiego nie potrzebuję. Ja jestem inna. Tak, zdecydowanie. Nienawidzę jak ktoś wydzwania do mnie co pół godziny i oblepia kwiecistymi słowami, porównując mnie do niedźwiedzia albo rybki. Jedyne o czym wtedy myślę, to czy ostatnim razem ogoliłam nogi, albo czy robię minę zarzynanego karpia podczas seksu. Nie lubię dostawać prezentów, a kwiaty najlepiej wyglądają w ziemi, a nie skazane na śmierć w czyimś śmierdzącym wazonie.

I wcale nie chodzę po ścianach, kiedy mój telefon milczy dłużej niż dwie godziny. Nie rozpamiętuję wszystkiego co powiedziałam i co może być ze mną nie tak. Nie oglądam seksu w wielkim mieście i nie wściekam się, kiedy powita mnie schlany w trzy dupy po dwóch dniach. Nie czytam smsów. A już na pewno nie jestem zazdrosna. Nigdy. Zawsze radzę sobie sama i nie trzeba mnie w niczym wyręczać. A najgorszym już są Ci faceci, którzy chcą się wiązać na dłużej i są zdolni zakładać ze mną (ZE MNĄ??) rodzinę.  Jestem piekną, wyzwoloną i odważną kobietą. Kocham się i wiem, ile jestem warta. Jeśli nie zadzwoni, to przecież zawsze mogę zacząć od nowa. Puszczam do siebie oko w lusterku i ruszam na podbój świata.

Widzicie, jestem idealną kobietą.

Idealne kobiety zawsze kłamią.

Ojcze.

0

I dostajesz jak obuchem w łeb.
Uświadamiasz sobie nagle, że wszystko w co wierzyłeś i uważałeś za święte, jest nic nie warte, a ludzie kłębiący się wokół Ciebie, nie są wypełnieni sercem, a papierem.
Łatwopalny stał się dziś obraz Twój Ojcze.

Całe życie pielęgnowałam w sobie nienawiść do matki. Całe życie próbowałam zniszczyć Ją i siebie.
Robiłam wszystko co najgorsze, żeby wrócił i zaopiekował się mną.
Ulepiłam sobie z jego osoby świętą postać. Czciłam go jako kochającego swą żonę i córkę, samotnego na wygnaniu, potem zdradzonego i oszukanego.
Mogę śmiało powiedzieć, że zmarnowałam sobie przez niego życie. Uosabiając w nim niemalże boskie cechy, stworzyłam człowieka, który odpowiadał moim wyobrażeniom o ojcu. Stworzyłam człowieka, który nigdy nie istniał. Bo tak naprawdę to nigdy go nie poznałam.
Uświadomiłam sobie właśnie tą prawdę – co ja od niego w życiu dostałam, w zamian na złamane życie?
Kilka kolorowych kartek, zapisanych kaligraficznym pismem obietnic i zapewnień.
Parę oryginalnych spodni i walkmana.
I pewność, że nie ważne jak będe się starała, to i tak wszyscy mnie w końcu zostawią.

Któż jak nie on powinien wiedzieć, ile przeszłam i przeżyłam, czego doświadczyłam, żeby zrozumieć to, o czym teraz piszę.

—-@

0

Rzuciłeś mnie sucho
na zimny bruk
U serca Twojego bram
Wilgotne łzy ostudziły Twój zapał

Rozerwałeś moją duszę na kawałki
Jak wódz
nakarmiłeś
swoje psy zazdrości

Uderzyłeś
Piekącym spojrzeniem
Prosto w twarz
Przeszywając tysiącem ostrych słów
Twoich oczu

Purpurą świtu rozlana
łzami traw zroszona
Leży samotnie jak ja
Ona
Na stole w kuchni nad ranem
Przesiąknięta jeszcze Twoim zapachem
Róża

Jutro pewnie Ci wybaczę.

zło

0

Doszlam do wniosku, ze tak naprawde przez cale zycie bylam dobra. Nie bylam tak dobra, jak chcialam byc, dlatego probowalam byc zla. Ale bylam za dobra na to, zeby stac sie naprawde zla.
A teraz konsekwentnie staczam sie na dno. Zastanawia mnie jak daleko czlowiek, moze posunac sie w swoim kurestwie. Skoro bycie dobrym przynosi same straty i fizyczne i moralne, czlowiek taki narazony jest na liczne cierpienia, to moze wlasnie bardziej oplaca sie byc podlym skurwysynem?
Raz po raz pozbywam sie ludzkich uczuc. Jakies jeszcze mam, wykorzenic te glupie nawyki nie jest takie proste jak sie moze wydawac.
Nadal placze kiedy widze glodne dzieci w Afryce, stara babcie ktora ugina sie pod swoim ciezarem, albo bezpanskie zwierzeta, zaglodzone i zakatowane prawie ze na smierc.
I biegne jak tresowana malpa do kazdego kto wola do mnie o pomoc.
Tylko ze kiedy to ja wolam niemo o pomoc, nikt sie nie zjawia. Cale zycie otaczaja nas ludzie. Masa ludzi, roznej plci i masci. A na palcach jednej reki mozesz zliczyc tych, ktorzy tak naprawde cos dla Ciebie znacza. Ale wtedy Ty ich ranisz. Co za bledne kolo.
Ranie tych, ktorzy mnie kochaja ( cokolwiek ten termin oznacza), pomagam tym, ktorzy maja mnie w dupie, kiedy naprawde jestem w potrzebie.

Staram sie odkryc, jakie zlo jeszcze siedzi we mnie.

diabel zamieszkal w moim sercu

0

Gwałcę się psychicznie i fizycznie, w poszukiwaniu radości z bycia samotnym.
Chociaż ta samotność jest ulotna, z resztą tak samo jak i fizyczna przyjemność.
Ale za to moja psychika tonie.
Pije piwo, słucham muzyki i onanizuje sie raz po raz. Jestem sama. Jestem pijana. Jestem wolna. Przynajmniej dzisiaj. Jutro jakoś może przywyknę do tego, że wszystko będzie jak zawsze.
Uświadomiłam sobie właśnie jak bardzo kocham muzykę. Ona jedyna nigdy mi sie nie nudzi.
Zamykam oczy i odpinam kolejne guziki mojej moralności. W gruncie rzeczy lubię się staczać. Potrzebuję się czasem stoczyć na samo dno, żeby wiedzieć, że żyje i wcale nie jest tak źle.
Lubie sama doprowadzac sie do autodestrukcji. Ucze sie wtedy siebie,  tylko wtedy jestem sobą.
Coraz bardziej utwierdzam sie w przekonaniu, ze powinnam byc sama. Ze chce byc sama. Nie chce krzywdzic ludzi swoim zachowaniem.
Chce krzywdzic siebie, chce sie ponizyc, doprowadzic do upadku.
Chyba rozumiem tych co daja po kablach. Zostawiaja ( albo zastawiaja) wszystko co maja, zeby chociaz przez moment poczuc ten stan. Stan upojenia, pustej przyjemnosci. Niektorzy placa za to zyciem.
Jestem zła do szpiku kosci, tylko jeszcze tego nie odkrylam do konca. Chce robic zle rzeczy i nie ponosic za to odpowiedzialnosci.
Pierwszy stopien do piekla zostal przekroczony,
Witaj w podziemiach.

dupa

0

Samotnosc upaja mnie. Samotnosc i spokoj. To dziwne, jak sprzeczne uczucia potrafia w czlowieku budzic te dwa stany. Jedni choruja na samotnosc, cale zycie cierpia w poszukiwaniu odrobiny zrozumienia,  inni ja kochaja. Jedni nie potrafia zyc w spokoju i ciagle za czyms gonia, drudzy daza wlasnie do tego by go osiagnac. I zazwyczaj nikt niewie czego tak naprawde mu potrzeba. Pragnienie samotnosci ostatnimi czasy dobija sie do mnie z kazdej strony. Niewiem, moze urodzilam sie nie w tym ciele co trzeba. Moze powinnam byla byc krowa, wilkiem, lisciem debu albo lilia wodna. Nie czuc nic, nie kochac, nie wiedziec co to nienawisc i smutek. Wogole nic nie czuc, nie miec sumienia, niczego nie musiec, oprocz jedzenia i srania. Moze kiedys przy dobrych wiatrach ktos by mnie w koncu zezarl i bylby spokoj.
Nie mam mysli samobojczych, nigdy chyba nie mialam.
Ale czasami mysle sobie, ze nie chce zyc. Moje zycie wydaje mi sie totalnie pozbawione sensu.
Kazdy ma jakis cel, do czegos dazy. Czegos pragnie. Rozwija sie.
Ja nie. Nie mam kompletnie pojecia czego chce. Czy chce kochac, zyc i byc jak wszyscy, czy chce zeby wszyscy o mnie zapomnieli i miec ten SPOKOJ. Ta masa zobowiazan, ktorymi wiazemy sie z ludzmi, instytucjami, tylko po to zeby powiedziec sobie „tak”, gdy uda nam sie przezyc ze soba wiecej niz wynosi przecietna, to mowienie do widzenia, gdy nie dotrzymamy umowy, gryzienie stolu kiedy nie ma pracy, nadmierna rozrzutnosc gdy sie ja w koncu ma, malowanie, ubieranie, tak zeby Cie akceptowali.. Wkurwia mnie to !!
Nie chce nalezec do elity zaslepionych debili, ktorzy sami nie wiedza co robia i po co to robia. A jednak naleze do nich, jestem juz tak gleboko zakorzeniona. I przeraza mnie to.
Nie wychodze z domu bez makijazu, bo przeciez jak to niemozliwoscia jest, jeszcze mnie kto zobaczy.
Nie odmiawiam sobie ciuchow i innych zbednych drobiazgow, bo przeciez jakos trzeba sie pokazac.
Udaje ze nie rozumiem co sie do mnie mowi, bo zycie debila albo slodkiej idiotki jest o wieele latwiejsze.
Jestem uwiklana w zwiazek, pare lat juz minelo, mowie te durne, oklepane dwa slowa przecietnie raz w tygodniu, daje dupy przecietnie raz w tygodniu, ale tak naprawde niewiem po co to wszystko.
Slepo wierze w dobro i zlo, chociaz tak naprawde niewiem ktore jest ktorym.
Wszystko i tak kiedys sie skonczy, nic nie bedzie, bede gryzla ziemie, albo bede sobie plywala sproszkowana w jakims krystalicznie czystym morzu, a moze w gownie, zalezy ile zla wyrzadze jeszcze osobie ktora bedzie moje prochy rozsypywac.

I to zlo i dobro tez mnie wkurwia.
Bo niby skad wiadomo co jest dobre a co zle?
Pierdolone stereotypy.
Bo niby jak to jest, ze jak zabije dwoch ludzi w obronie jednej, to jestem dobra, bo obronilam jedna osobe, a nie jestem zla, bo zabilam dwie.
Kto powiedzial ze zabijanie wogole jest zle, ze dziecmi sie trzeba zajmowac a kobiety i starych ludzi szanowac?
Kiedys ktos to sobie wymyslil ( podobno jakis Bog i jego ziomkowie) i wszyscy w to wierza.
Tez w to wierze, bo tak mnie wychowali. Jestem oburzona kiedy ktos popelni przestepstwo i rozczulam sie nad dziecmi.
Tylko w Boga nie moge uwierzyc, jakbym sie nie starala, to nie potrafie wierzyc w tego kogos kto rzadzi tym calym burdelem.
Moze nie trzeba sie starac, albo to czujesz albo nie. Moze dlatego wlasnie czuje sie taka uboga.
Mam wlosy, oczy, dupe, cycki, nawet troche mozgu,  a nadal jestem uboga. Moze gdybym miala wiare i cel, bylabym wartosciowym czlowiekiem, a nie kupa gowna, pragnaca naglej smierci.
Mam ochote rzucic to wszystko co mnie ogranicza i zostac wolnym czlowiekiem. Tylko ze lata zycia w taki sposob,przyzwyczailo mnie do tego w czym zyje.
Gdybym to wszystko pierdolnela, pewnie i tak wrocilabym szybciej niz zyrafa mruga.
Bo tak naprawde nie znosze samotnosci, tylko tak mi sie wydaje, bo jestem samotna tylko czasami i tylko czasmi mam spokoj.
Na dluzsza mete, pewnie chcialabym tego, czego chca wszyscy.
Samochodow, mezow, zon, dzieci, psow i dobrze platnej pracy.
Moze taka jest po prostu natura ludzka a ja dopoki jestem czlowiekiem ,bede toczyc ze soba ta walke. Bede czuc to, co powinnam, bo wszyscy tak czuja, bede udawac ze kocham, bede pracowac,  bede robic i nie robic tak jak wszyscy i wierzyc w dobro i zlo, no i moze nawet w boga, bo czlowiek tak juz jest zrobiony.
Ale dopoki nie sprobuje to sie nie dowiem.


  • RSS