Gwałcę się psychicznie i fizycznie, w poszukiwaniu radości z bycia samotnym.
Chociaż ta samotność jest ulotna, z resztą tak samo jak i fizyczna przyjemność.
Ale za to moja psychika tonie.
Pije piwo, słucham muzyki i onanizuje sie raz po raz. Jestem sama. Jestem pijana. Jestem wolna. Przynajmniej dzisiaj. Jutro jakoś może przywyknę do tego, że wszystko będzie jak zawsze.
Uświadomiłam sobie właśnie jak bardzo kocham muzykę. Ona jedyna nigdy mi sie nie nudzi.
Zamykam oczy i odpinam kolejne guziki mojej moralności. W gruncie rzeczy lubię się staczać. Potrzebuję się czasem stoczyć na samo dno, żeby wiedzieć, że żyje i wcale nie jest tak źle.
Lubie sama doprowadzac sie do autodestrukcji. Ucze sie wtedy siebie,  tylko wtedy jestem sobą.
Coraz bardziej utwierdzam sie w przekonaniu, ze powinnam byc sama. Ze chce byc sama. Nie chce krzywdzic ludzi swoim zachowaniem.
Chce krzywdzic siebie, chce sie ponizyc, doprowadzic do upadku.
Chyba rozumiem tych co daja po kablach. Zostawiaja ( albo zastawiaja) wszystko co maja, zeby chociaz przez moment poczuc ten stan. Stan upojenia, pustej przyjemnosci. Niektorzy placa za to zyciem.
Jestem zła do szpiku kosci, tylko jeszcze tego nie odkrylam do konca. Chce robic zle rzeczy i nie ponosic za to odpowiedzialnosci.
Pierwszy stopien do piekla zostal przekroczony,
Witaj w podziemiach.